Zbiegi okoliczności w naszym życiu i ich znaczenie

JeleńNiesamowite zbiegi okoliczności i niewytłumaczalne przypadki przytrafiają się nam wszystkim codziennie. Podobnie jak ze snami- trzeba umieć je rozróżnić, a im bardziej otwieramy się na nie i ich magię, tym częściej zauważamy ich istnienie. Jak wspomniałam w moim poprzednim wpisie (klik): całe życie dopisuje mi szczęście. Nie oznacza to wcale, że nie spotykają mnie przykrości, a nawet tragedie. Ja po prostu w każdym zdarzeniu dostrzegam jakiś… sens.

Kiedy pewnego niczym nie różniącego się od innych ranka odprowadzałam synka do szkoły nie podejrzewałam nawet, że Życie właśnie wtedy tak mnie zaskoczy. Dość intensywnie myślałam o nowo zaprzyjaźnionej osobie- N.- i ksywce, którą mi wymyślił. Była to nazwa jednego ze zwierząt, więc chciałam się odwdzięczyć tym samym. Zastanawiałam się, jakie zwierzątko pasowałoby do N. I wtedy spostrzegłam coś kątem oka. Coś, czego nie powinno tam być. Kiedy zrozumiałam, na co z synkiem patrzymy, odskoczyłam i krzyknęłam z zaskoczenia: na chodniku leżał wielki, martwy królik/zając. Widok był tak przypadkowy i przykry, że aż groteskowy. Jeszcze długo po zostawieniu synka w szkole rozmyślałam o tym biednym futrzaku. Z jakiegoś powodu, chyba w hołdzie martwego stworzonka, tak właśnie postanowiłam nazwać moją nowo zaprzyjaźnioną osobę. Kiedy bez żadnych wyjaśnień zwróciłam się do N. „Króliku”- twarz mu pobladła, usta otworzyły, a oczy wyszły z orbit. Przez chwilę myślałam, że może przegięłam ze swoją kreatywnością. N. pokręcił z niedowierzaniem głową i odszedł. Niedługo potem wyjaśnił mi, że w jego ojczystym kraju cała rodzina i najbliżsi przyjaciele zwracają się do niego „Króliku”. Nie dziwię się jego reakcji, gdyż i mnie przeszły wtedy ciarki.

hare

W trakcie układania sobie w myślach tego tekstu, czytałam książkę Frank’a Joseph’a „The Power of Coincidence” o mocy Zbiegów Okoliczności/Synchroniczności Wszechświata. Nie będzie to jednak jej recenzja, a raczej zachęta do zwrócenia uwagi na tematy tam poruszone. Mam na myśli szczególnie osoby, które tracą w pewien sposób sens życia i chęć dalszego działania (mam nadzieję, że to czytasz Blackie). Czytając tę lekturę, wielokrotnie kręciłam z niedowierzaniem głową, oczy zmieniały mi się w pięciozłotówki, a książkę musiałam co jakiś czas na chwilę zamknąć, aby przyswoić wszystkie zawarte w niej niesamowitości. Oprócz opisów niezwykłych zbiegów okoliczności i ich znaczenia dla poszczególnych osób, w książce można również znaleźć bardzo przejrzyste rady dotyczące dostrzegania i rozróżniania ich w naszym codziennym życiu.

Kiedy 2,5 roku temu czekałam na formę aplikacyjną wysyłaną przez brytyjski rząd przed przypisaniem dzieci do szkół, pracowałam w mniejszym biurze niż teraz. Tworzyliśmy niemal kameralną grupę, a jednak zadania mieliśmy tak różne, a przerwy na lunch o tak innych godzinach, że pomimo fizycznej bliskości moich współpracowników nie ze wszystkimi nawiązałam znajomość. Jedną z takich osób była L. należąca do innego team’u. Poza zwrotami grzecznościowymi na dzień dobry i do widzenia nie miałyśmy ze sobą nic wspólnego. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, pewnego dnia L. podeszła do mojego biurka i prosto z mostu zapytała mnie, czy mój synek dostał już miejsce w szkole. Nie wiem, co zszokowało mnie bardziej: jej „wizyta”, czy rodzaj i bezpośredniość zadanego pytania. Otrząsnąwszy się z zaskoczenia odpowiedziałam, że nie dostałam jeszcze nawet formy do wypełnienia. L. wyraźnie się zaniepokoiła, a ja od razu po pracy zadzwoniłam w odpowiednie miejsce dopytać się o aplikację. Okazało się, że przez błąd systemu forma nie została do mnie w ogóle wysłana. Na szczęście zrobiono to natychmiast po moim telefonie i otrzymałam ją na drugi dzień. Synek nie tylko dostał się do szkoły pomimo tak późnego wysłania aplikacji, ale również dzieli nas od niej 15-ominutowy spacer, podczas gdy inne dzieci muszą dojeżdzać nawet z innych miast. Odwiedziny L. przy moim biurku były jej pierwszymi i ostatnimi. Gdyby nie to, że zwróciła mi uwagę na mój długi czas oczekiwania na aplikację, być może mój synek opuściłby rok szkoły.

universe* Przyśnił mi się kiedyś Luciano Pavarotti. Wiem, kim był, ale go nie słuchałam, a już na pewno o nim nie myślałam. We śnie zastałam go w wannie, w której brał kąpiel. Zaczęłam do niego strzelać z broni, którą miałam w ręku. Pomimo kilku strzałów w głowę i klatkę piersiową długo utrzymywał się przy życiu. Dosłownie 2 dni później dowiedziałam się o jego prawdziwej śmierci. * W sekundę po tym, jak dowiedziałam się, iż jestem w ciąży, do głowy przyszło mi imię „Krystian”. Nie brałam go wcześniej pod uwagę, a na określenie płci dziecka musiałam jeszcze długo czekać. * Jestem pewna, że takich przykładów zbiegów okoliczności każdy z nas ma dziesiątki. Desperackie poszukiwanie ulubionych ciasteczek w sklepie, w którym zawsze jest ich pod dostatkiem, a których tym razem zabrakło i znalezienie ostatniego opakowania wciśniętego między rajstopy lub kiwi- można nazwać przeznaczeniem; ręką Boską; przypadkiem; szczęśliwym trafem; fortuną; zbiegiem okoliczności; losem; karmą. Ile ludzi, tyle interpretacji, które łączy zdziwienie, zaduma i brak zrozumienia.

Na koniec opiszę zbieg okoliczności, który wyjątkowo przegapiłam, choć był bardzo wyraźny. Szykowałam się na imprezę urodzinową zapowiedzianą kilka tygodni wcześniej. Solenizantowi chciałam jako prezent wręczyć 2 bardzo starannie wyselekcjonowane przeze mnie książki. Zamówiłam je w ulubionej polskiej księgarni w UK, która zawsze perfekcyjnie wypełnia moje zlecenia. Jednak nie tym razem… Moja przesyłka zapadła się pod ziemię. Specjalnie podałam adres mojego miejsca pracy, aby bez żadnych przeszkód odebrać paczkę- jesteśmy otwarci cały dzień i zawsze ktoś tam jest. Sami wysyłamy tysiące paczek dziennie, więc to, co działo się z moimi książkami, było wprost niewiarygodne. Rzekomo listonosz nie dał rady ich dostarczyć, a sama księgarnia również rozkładała bezsilnie ręce. Przesyłki nie dało się nawet namierzyć w systemie! Skończyło się na tym, że dostałam zwrot kosztów i w popłochu kupiłam kilka innych książek. Gdybym dostrzegła w tej nietypowej sytuacji komunikat, zaoszczędziłabym trochę pieniędzy i nie najadła się tylu nerwów- impreza została odwołana z powodu ciężkiego stanu zdrowia solenizanta.

Bardzo pragnę poznać Wasze zdanie w tym temacie. Uszczęśliwią mnie również Wasze relacje z podobnych zbiegów okoliczności, które możecie zostawiać w komentarzach. Wiem, że są pośród Was osoby o podobnych do mnie poglądach i nie mogę się doczekać tego, co macie do powiedzenia.

love the world