Wejście Smoka

smok

Nie ma to jak zrobić piorunujące pierwsze wrażenie, szczególnie w pierwszy dzień pracy i w obcym kraju…

Do Anglii pierwsi przylecieli moi rodzice. Miałyśmy z siostrą dołączyć do nich, kiedy staną na nogi i pozałatwiają najważniejsze sprawy związane z życiem za granicą. Siostra wyleciała z Polski 3 miesiące po rodzicach, a ja po pół roku, gdyż kończyłam studia i broniłam pracę licencjacką. Nie czekałam nawet na odbiór dyplomu i kilka dni po obronie dołączyłam do rodziny.

Uwielbiam to, jak życie weryfikuje nasze własne mniemanie o sobie i naszych możliwościach. Tak często twierdzimy, że w konkretnej sytuacji zachowalibyśmy się w określony sposób lub właśnie zupełnie odwrotnie szczególnie, jeśli kogoś krytykujemy. A prawda jest taka, że NIGDY nie możemy być na 100% pewni, jak zachowamy się w danej sytuacji. I tak właśnie było ze mną podczas kilku pierwszych tygodni w Anglii…

Przed wylotem byłam przekonana o tym, że na obczyźnie będę czuła się tak samo komfortowo, jak w Polsce. Angielski znałam dobrze, byłam wesołą i pewną siebie 22-letnią dziewczyną- co mogło pójść źle? Rodzice wychodzili do pracy, a siostra do szkoły, na cały dzień. Ja szukałam zatrudnienia i kręciłam się po domu. BAŁAM SIĘ. Zmywając naczynia i buszując po internecie czułam, że jestem bezpieczna. Ściany domu chroniły mnie przed tym nieznanym światem Na Zewnątrz. Znalezienie pracy i konieczność wyjścia z domu majaczyły gdzieś w oddali, jak nierealny koszmar. I wtedy przyszedł na mnie czas…

Moja pierwsza oferta pracy przez agencję padła na hurtownię kosmetyków. Zaczynałam od porannej zmiany i miałam się stawić 45 minut wcześniej na szkoleniu BHP. Wydrukowałam sobie mapkę okolicy będąc pewną, że znalezienie odpowiedniego autobusu i drogi do zakładu to łatwizna. Do centrum przemysłowego dojechałam według planu i na tym zakończyły się moje sukcesy. Teren fabryk był olbrzymi. Albo mapka Google pokazywała wszystko w lustrzanym odbiciu, albo to umysł płatał mi figle- nic nie wyglądało tak, jak powinno. Zaczęłam krążyć między nieprzyjaźnie wyglądającymi budynkami mając wrażenie, że za chwilę zza rogu wyskoczy na mnie pies d*pą szczekający. Kończył mi się czas i zlana zimnym potem z marszu przeszłam w lekki trucht.

Wiedziałam, że szkolenie BHP mam już dzisiaj z głowy. Byłam na nie spóźniona, ale przynajmniej moja zmiana się jeszcze nie zaczęła. I wtedy zobaczyłam fabrykę wyglądającą jak ta ze zdjęć w Internecie. Zaczęłam biec i kląć jednocześnie do momentu, w którym dotarło do mnie, że była to tylko betonowa fatamorgana. Stanęłam jak słup soli przed wielkim warsztatem samochodowym i opadłam z sił. Musiałam wyglądać bardzo żałośnie, bo jeden z pracowników zapytał mnie, czy wszystko w porządku. Pokazałam mu na mapce miejsce, którego szukam i podałam nazwę fabryki. Mój rozmówca nie krył zdumienia tłumacząc mi, jak bardzo zabłądziłam. Powiedział, że o ile nie mam helikoptera, nie dotrę tam na czas.

Pracownicy warsztatu zaproponowali mi podwózkę. Byłam bardzo wdzięczna i podekscytowana, widząc cudeńka znajdujące się w warsztacie. Wiedziałam, że nie będzie to ten brązowy Aston Martin, ani nawet te zamiatarkażółte Subaru, ale może któryś z motorów? Nie pogardziłabym też ciężarówką! Czekałam w napięciu na mojego wybawcę, a kiedy wyjechał zza rogu, emocje sięgnęły zenitu i… nie wiedziałam, czy parsknąć śmiechem, czy uciekać. Moją karetą była ULICZNA ZAMIATARKA.

Kierowca wyglądał śmiertelnie poważnie i mocno musiało go zdziwić moje wahanie- nie pora była na śmiechy! Weszłam więc do pojazdu, okrągłe szczoty podniosły się i wyruszyliśmy. Muszę przyznać, że te niepozorne urządzonko wyciągało godne podziwu prędkości. Pomijając fakt, że między nogami i ramionami sterczały mi kije od szczotek i mopów- jechało się całkiem przyjemnie. Pod fabryką zjawiliśmy się 2 minuty przed rozpoczęciem mojej zmiany. Zaczęłam dziękować swojemu wybawcy, ale on tylko poganiał mnie, żebym biegła i się nie spóźniła. Przy wychodzeniu z zamiatarki o coś zahaczyłam i na ziemię posypały się małe szczoteczki, rękawiczki, płyny i kilka cukierków. Zaczęłam je zbierać, ale kierowca kazał mi je zostawić i BIEC!

Dobiegłam do głównych drzwi i wpadłam na kobietę wyglądającą na kierowniczkę. Zaczęłam jej chaotycznie opowiadać, co mi się przytrafiło, ale widząc szok połączony z rozbawieniem na jej twarzy urwałam w pół zdania. Uspokoiła mnie, że nic się nie stało i świat się nie zawalił, a szkolenie mogę mieć jutro. Przynajmniej wiem już, jak tu trafić, a w razie czego mogę liczyć na moją nietuzinkową karetę!