Rzeczy, które nigdy nie przestaną mnie w Anglii zadziwiać

~3 dni po spłonięciu Grenfell Tower w Londynie, nie jestem w stanie myśleć o niczym innym. Wstrząsnęło mną to i zdruzgotało na wylot i z powrotem. Ten wpis kurzył się już jakiś czas w moich szkicach… [*]~

 

Anglia i Polska nie różnią się od siebie zbyt mocno. Nie ma mowy o żadnym kulturowym szoku podczas pierwszego pobytu (a szkoda). Co prawda, lewostronny ruch uliczny i rozmaitość mniejszości narodowych mogą, na kilka pierwszych chwil, zamienić nasze oczy w przysłowiowe pięciozłotówki. Zaskoczyć może przepisywany na wszystko paracetamol lub ziemniaki tłuczone z masłem gotowe do wstawienia do mikrofalii. Nie zobaczymy ludzi niosących koszyczki Wielkanocne do kościoła, za to w porze lunch’u spotkamy w pub’ie całe rodziny z dziećmi. Mieszkam tu już 9 lat, jednak do tej pory nie mogę się pewnym rzeczom nadziwić. Kręcę czasem z niedowierzaniem głową, będąc albo pełną zachwytu, albo zdziwienia.

 

Mury bez zaprawy

Te zadziwiające i piękne murki można spotkać wszędzie. Służą jako ogrodzenia pól uprawnych; okrążają tereny kościołów i ogrodów; stoją na granicy urwisk i stromizm, których szczególnie dużo w hrabstwie, w którym mieszkam. Do ich wybudowania używa się kamieni i… niczego więcej, oprócz rąk! Tradycyjna technika i specjalnie wyselekcjonowane kamienie sprawiają, że konstrukcja jest stabilna, pomimo braku jakiejkolwiek zaprawy murarskiej. Dla takiego majster-klepki z praw fizyki, jak ja, są to naprawdę fascynujące dzieła. Kursy budowania tych murków nie trwają długo i są bardzo tanie. Kto wie, może kiedyś spróbuję rozszyfrować ten fenomen!

dry-stone-wallwalls640

 

 

Obuwie

Każdy z nas wie, że kozaki z futerkiem nosi się w zimę, a sandały i baleriny podczas lata. W Anglii nie jest to jednak aż tak przejrzyste i oczywiste. Nie raz, nie dwa, a nawet nie sto razy widziałam kogoś w zimowym płaszczu i sandałach/balerinach lub plażowych klapkach na gołych stopach. Nieważne, czy leje deszcz, czy panuje przymrozek- w takich warunkach nawet niemowlęta wożone są często w wózeczkach boso. W lato kombinacja się odwraca. Wytłumaczeniem tego zjawiska może być fakt, iż angielski klimat nie jest surowy, a granice między porami roku się zacierają. Jeśli w zimę temperatura nie spada dużo poniżej zera, a w lato 20 stopni ciepła budzi powszechną panikę, łatwo o pomyłkę przy wyborze butów.

 

Pogoda

Nie da się jej pominąć, gdyż nie bez powodu krążą o niej legendy. Do tej pory nie jestem pewna, czy meteorologia tutaj jest płatnym szalonym hobby, czy istną sztuką magiczną. W ciągu jednego dnia można tu doświadczyć wszystkich czterech pór roku. Prognoza pogody zmienia się w ciągu dnia nawet kilka razy. W słońcu ściągamy warstwy ubrań, żeby za chwilę ubierać się z powrotem. Brak opadów i wiatrów obrywających głowy oznacza ładną pogodę. Po pewnym czasie przestają już dziwić letnie sukienki podczas mżawki- pogoda nie może stanąć na drodze do korzystania z życia!

Pogodapogoda2

 

Imprezy

Podczas, gdy w Polsce królują „domówki”, w Anglii stawia się raczej na wygodę imprez organizowanych przez kogoś z zewnątrz. Spośród kilkunastu przyjęć urodzinowych, na które był zaproszony mój synek w ciągu dwóch lat szkolnych, tylko jedno odbyło się u kogoś w domu. Imprezy dla dzieci organizowane są w salach zabaw, co z jednej strony dostarcza urwisom wielu rozrywek, a z drugiej jest dość (według mnie) bezosobowe. Jeżeli chodzi o dorosłych, to bardzo typowe jest bieganie po klubach/pub’ach i zmienianie lokalu kilka razy w ciągu nocy. Ma to zapewne związek zarówno z dobrą sytuacją finansową kraju, jak i rezerwą, z którą ludzie się tu przeważnie traktują.

 

Skromność

Ani razu nie spotkałam się w Anglii z wywyższaniem ze względu na sytuację finansową, czy zajmowaną pozycję zawodową. Osoby zamożne bardzo często przemieszczają się środkami komunikacji miejskiej i całkowicie wtapiają w tłum. Kierownik miejsca pracy doskonale wie, gdzie leży miotła, a na koniec dnia podziękuje za wykonaną pracę.

 

Tea (Herbata)

W Anglii herbaty się nie pije- ją się je. I nie mam tu na myśli naparu z liści, a popołudniowy posiłek nazywany „tea”. Nie zapomnę dnia, w którym koleżanka z pracy zapytała mnie, co mam na herbatę (What are you having for your tea)? Po chwili konsternacji odpowiedziałam, że na herbatę mam dziś… herbatę…? Tym razem to ona wyglądała na niepewną. Uznała chyba, że Polacy są jacyś dziwni, a sama na „herbatę” miała tego popołudnia zapiekankę z kurczakiem.

 

Cmentarze

Idąc któregoś dnia na zakupy, dość intensywnie myślałam o treści tego wpisu. Próbowałam sobie przypomnieć, co zaskakiwało mnie w Anglii zanim przyzwyczaiłam się do tych małych dziwactw. Stanęłam, jak wryta, kiedy uświadomiłam sobie swoją drogę z domu do sklepu- szłam przez cmentarz! Otaczały mnie groby i płyty pamiątkowe, a niedaleko przechadzał się, spacerowym krokiem, starszy pan ze swoim pieskiem. Tak bardzo przyzwyczaiłam się do tutejszej dostępności terenów kościołów i cmentarzy, że stało się to elementem mojej codzienności. Ponadto, angielskie cmentarze są naprawdę piękne i niezwykle klimatyczne.

st-marys-whitby

 

Magiczne słówka

Zwrotów grzecznościowych w Anglii nigdy za wiele. Please, thank you i sorry (proszę, dziękuję i przepraszam) są jak oddychanie. Podziękują za to, że odskoczyłeś troszkę w bok przepuszczając ich na niemiłosiernie wąskim chodniku (to nic, że inaczej się nie da). Przeproszą, jeśli nadepnąłeś im niechcący na stopę (nie odwrotnie). Podziękują również wtedy, gdy coś ci podają (za to, że wziąłeś?). Moją osobistą ulubioną kombinacją jest uprzejme zapytanie, czy mogą pomóc, proszę (Can I help you, please?). Ogólnie nie dziwią mnie już nawet grzecznościowe zwroty nie mające żadnego konkretnego odniesienia. Uważam, że jest to cudowne i wspaniale umila życie codzienne.

 

Służby publiczne

Podczas pierwszych tygodni mojego pobytu w Anglii przydarzyło mi się coś niespotykanego: czekałam na zmianę świateł na przejściu dla pieszych. Przyzwyczajona do bezwzględnej łapanki w Polsce, stałam grzecznie i cierpliwie. Dołączyło do mnie dwóch policjantów i zanim się zorientowałam, co się dzieję, zostałam właściwie wciągnięta przez nich na jezdnię na czerwonym świetle, gdyż droga zrobiła się pusta. To było jak olśnienie. Angielscy policjanci to też ludzie! Mało tego: traktują obywateli z szacunkiem i zawsze służą pomocą. To do nich zwrócisz się z pytaniem o najbliższy sklep z piwem w środku nocy. W pociągach nie jest inaczej. Kontrolerzy biletów („kanary”) są od tego, aby umożliwić zakupienie biletu, którego nie masz z nie wiadomo jak tajemniczych powodów.

 

Chipsy i frytkowa kanapka

Chipsy w Anglii przybrały niemal wymiar sałatki. Dodawane są do każdej oferty śniadaniowej, obiadowej i imprezowej. Szokujące smaki prześcigają się nawzajem w swojej pomysłowości. Koktajl krewetkowy, wołowinka z rożna, cytrynka z ziołami, indyjskie przyprawy, a może smażony bekon? Dodawane są do kanapek (szczerze polecam- co za chrupanie!), albo dosypywane do talerza z obiadem. Warto pamiętać, że gdy poprosimy o „chipsy”- dostaniemy frytki (chrupiące chipsy to „crisps”). A co kraj, to obyczaj, nie można więc zapomnieć o bułce z frytkami. Genialny w swojej prostocie wynalazek na miarę pieczonej fasolki w sosie pomidorowym.

chip buttybaked beans

 

Obecność w szkole

Pamiętając usprawiedliwienia nieobecności, często pisane przez uczniów odręcznie na kolanie (ups!), oznajmiłam szkole mojego synka, że go danego dnia nie będzie. Szybko zostałam sprowadzona na ziemię- nieuzgodniona wcześniej z dyrektorką szkoły nieobecność dziecka może nawet skończyć się grzywną. Zanim zabrałam synka na swój własny ślub w dzień powszedni, najpierw grzecznie wypełniłam formę i doczekałam się pozytywnej odpowiedzi. Osobiście widzę w tym systemie więcej zalet, niż wad.

 

Zanim przystąpiłam do stworzenia tego wpisu, skonsultowałam się z innymi, obecnymi w moim życiu, Polakami mieszkającymi w Anglii. Będę bardzo wdzięczna za uwagi dotyczące tego, co ewentualnie pominęłam, a może przeoczyłam? Każdy z nas doświadcza inaczej.

Follow my blog with Bloglovin